Tysiące Węgrów w marszu poparcia dla Orbana

22 01 2012

Specjalnie dla Niezależnej.pl z Budapesztu Jan Pospieszalski relacjonuje przebieg ogromnej demonstracji poparcia dla premiera Victora Orbana. - To było coś niesamowitego. W marszu wzięły udział setki tysięcy Węgrów. Niektórzy mówią nawet o milionie. W Polsce takie tłumy widziałem tylko podczas papieskich mszy - mówi nam Jan Pospieszalski.Jestem na jednej z głównych ulic Budapesztu, którą idzie wielotysięczna manifestacja. Na przodzie widać ogromny transparent z krótkim hasłem “Demokracja”. Jest niesamowicie barwnie, dominujące kolory to zieleń, biel i czerwień. Ludzie niosą transparenty i emblematy pokazujące skąd pochodzą, padają nazwy miast, wsi. Także w regionalnych strojach folklorystycznych. Jest dużo młodzieży. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy – jak mówią – przyszli dla Orbana, bo od dwóch lat, wreszcie czują, że są wolni. Młoda Węgierka z dziećmi tłumaczyła, że jest ciężko, panuje drożyzna, ale wierzy, że tylko ten rząd daje nadzieję na przyszłość.

 

Jest też bardzo dużo dojrzałych osób. Widziałem również człowieka z ogromnym krzyżem i wielu ludzi z różańcami. „To jest krucjata różańcowa. Modlimy się z intencji naszej Ojczyzny” – tłumaczyli. „Niech żyją Węgry, niech żyją wolne Węgry” – skandują ludzie.

Wśród setek flag węgierskich są również flagi polskie. Widziałem emblemat „Dziękujemy Polsce. Dziękujemy Litwie”. Każde wspomnienie, że jesteśmy z Polski wywołuje uśmiech, gratulacje, oklaski. Wszyscy powtarzają znane powiedzenie: Węgier Polak dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki.

Przyznają, że wraca poczucie solidarności i godności. Uważają, że ostatnie dwa lata były zerwaniem ze starym systemem. Równocześnie boją się tego co robi Unia Europejska i kłamstw, które się pojawiają. „Wyszliśmy na ulicę, bo się z nimi nie zgadzamy” – tłumaczą. Starszy mężczyzna w błazeńskiej czapce mówił, że symbolizuje ona właśnie Unię Europejską, a różaniec symbolizuje te wartości, do których odwołujemy się Węgrzy. Nie ma Europy bez chrześcijaństwa, nie ma Węgier bez wartości chrześcijańskich.

Marsz przeszedł na Plac Koszuta. Od momentu, gdy czoło pochodu dotarło na miejsce przez dwie godziny trzeba było czekać, aż wszyscy uczestnicy dojdą pod parlament. Trudno oszacować ile osób wzięło udział w marszu, ale bez wątpienia były to setki tysięcy. To robi niesamowite wrażenie.

W trakcie rozmów z wieloma Węgrami podkreślali oni swoją dumę, godność narodową i dystans do krytyki jaka spotyka ich ze strony niektórych kół liberalnych w Unii Europejskiej. “Czujemy się Europejczykami, ale jesteśmy przede wszystkim Węgrami” - podkreślali.

Jan Pospieszalski relacjonuje z Budapesztu dla Niezależnej.pl

 



Śmierć górników z ”Wujka” wezwaniem do dawania świadectwa

21 12 2011

Ofiara życia i cierpienia pomordowanych górników i wszystkich prześladowanych przez komunizm a zwłaszcza stan wojenny, są wezwaniem dla nas, którzy ocaleliśmy, do dawania świadectwa” – powiedział metropolita katowicki abp Wiktor Skworc 16 grudnia br. w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego podczas Mszy św. w intencji Ojczyzny i poległych górników z „Wujka”. W Mszy św. uczestniczył arcybiskup senior Damian Zimoń, biskupi metropolii katowickiej i sąsiednich diecezji oraz przedstawiciele Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Przybyli m. in. Prezydent RP Bronisław Komorowski, przewodniczący parlamentu UE Jerzy Buzek, rodziny zamordowanych górników.

„Trzydzieści lat temu władza, przewrotnie nazywająca siebie „ludową”, chciała zgasić światło nadziei polskiego narodu. W mroźną noc zimową z 12 na 13 grudnia zaczęto brutalnie deptać i gasić płomyki wolności; niszczyć jej heroldów” – powiedział metropolita katowicki, dodając, że była to wojna władzy z narodem. „Jej najbardziej dramatycznym momentem była pacyfikacja górników kopalni Wujek, dokonana 16 grudnia 1981 r.” – zaakcentował.

„Z modlitwą na ustach, pochylamy się dziś nad tamtymi dramatycznymi wydarzeniami, nad ciałami dziewięciu zamordowanych górników, nad ich nagle i tragicznie przerwanymi życiorysami” – mówił dalej kaznodzieja. Wskazał, że reżim komunistyczny, zgodnie ze swą logiką i tradycją systemu, nie tylko nie uszanował życia, ale też majestatu śmierci swych ofiar. „Chciano pochować ich jak jakiś przestępców i wyrzutków, potajemnie w zbiorowej mogile. Ostatecznie pozwolono na indywidualne, ale okryte kirem tajemnicy, „ukradkowe” – jak zapisano – pogrzeby” – przypomniał abp Skworc.

Przywołując słowa „Gloria victis! Chwała zwyciężonym bohaterom!” metropolita katowicki podkreślił, że wspólnota Bożego Kościoła oddaje im cześć, przywołuje ich pamięć i modli się za nich. Słowo pokrzepienia kieruje także w stronę bliskich zastrzelonych górników i wszystkich ofiar stanu wojennego. „Kościół, będący waszym domem, przechowuje i przechowywał będzie zawsze w swej żywej pamięci wasze niewypowiedziane cierpienia, łzy, doznane upokorzenia, szykany i udręki, jakich prawie do końca lat 80. nie szczędziła wam komunistyczna władza” – powiedział abp Skworc.

Mówiąc o tym, że płomyk życia zamordowanych górników został nagle i brutalnie zdmuchnięty, dodał: „Przebywają w domu Ojca, ale przecież są również z nami w tajemnicy świętych obcowania, w duchowej łączności mocniejszej niż śmierć, w łączności wiary”. Metropolita katowicki nawiązał do tradycji zostawiania dodatkowego miejsca przy wigilijnym stole i zaznaczył, że ono nigdy nie jest puste. „Wraz z nami do wigilijnej wieczerzy zasiada zawsze Bóg przychodzący z naszymi zmarłymi, tzn. żyjącymi w Nim i z Nim” – powiedział. Przytoczył też słowa „Kolędy dla nieobecnych”, w której m. In. pada sformułowanie: „Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat”.

Odwołując się do tych słów abp Skworc stwierdził: „Wiadomo, że nie w ludzkiej mocy jest pełne wyrównanie „rachunków strat”, jaki powstały w Polsce w wyniku stanu wojennego”. Dodał, że tam, gdzie ludzie zawodzą, tym wyraźniej objawia się prawda, że tylko Bóg potrafi być w pełni ludzki. „Mówi nam o tym fakt Wcielenia, który objawia krańcową solidarność Boga z człowiekiem, Stwórcy ze stworzeniem. Ta solidarność, ukazana w żłóbku betlejemskim, zyskuje pełnię na Golgocie, w misterium krzyża. Zresztą, na przekór współczesnej, pogańskiej i komercyjnej otoczce świąt Narodzenia Pańskiego –  tak Betlejem jak i Kalwaria są jednym wielkim objawieniem Miłości Boga: bezbronnej i ukrzyżowanej” – powiedział kaznodzieja.

Podkreślił, że krzyż Chrystusa ustawiony na miejscu śmierci niewinnych ludzi, górników, którzy 30 lat temu oddali życie w imię ideałów i wartości solidarności, czyli miłości społecznej, trwa. Trwa, choć usuwano go przy pomocy „nieznanych sprawców”, choć przepędzano ludzi, którzy pod nim się modlili. „Ten krzyż przy kopalni Wujek jest znakiem rzeczywistości silniejszej niż przemijanie, mocniejszej niż śmierć” – stwierdził.

Wskazał, że Betlejem i Golgota uświadamiają nam jak bardzo ludzki jest Bóg. „To nie odległy Absolut, obojętny na ludzki los i cierpienie. To Emmanuel, Bóg z nami. Jest Bogiem, który dzieli dolę człowieczą, aktywnie uczestniczy w ludzkich dziejach, zwłaszcza, kiedy pisane są zapisem cierpienia”. Zaakcentował, że polska historia ma wiele rozdziałów tak właśnie zapisanych. Trzeba je czytać – jak my dzisiaj – z podręcznika świadectwa.

Mówiąc o świadectwie metropolita katowicki przypomniał słowa Zbigniewa Herberta: „Ocalałeś, nie po to, aby żyć. Masz mało czasu, trzeba dać świadectwo”. Nawiązując do nich zaapelował: „Ofiara życia i cierpienia pomordowanych górników i wszystkich prześladowanych przez komunizm a zwłaszcza stan wojenny, są wezwaniem dla nas, którzy ocaleliśmy, do dawania świadectwa”.

Cytując dalej słowa znanej pieśni religijnej „W krzyżu cierpienie”, powiedział, że brzmią one dzisiaj jak wezwanie do obrony krzyża i tego, co on znaczy w życiu indywidualnym i publicznym. Wskazywał na potrzebę uświadamiania sobie, co krzyż znaczy dla ludzi udręczonych cierpieniem, chociażby z powodu śmierci najbliższych; krzyż przy kopalni Wujek, przy bramie gdańskiej stoczni, w tysięcznych miejscach wypadków drogowych, w każdej przestrzeni stygmatyzowanej bólem i ofiarą. „Znaczą też krzyże niepostawione” – zwrócił uwagę kaznodzieja i wskazał na brak upamiętnienia tysięcy ofiar deportacji w 1945r. mieszkańców Górnego Śląska. Najczęściej byli to górnicy wywiezieni do Związku Sowieckiego, skąd większość nigdy nie wróciła. „Czasem zdążyli tylko napisać jeden list z kopalnianych kazamatów Donbasu” – przypomniał abp Skworc.

„Świadomi ofiar, z jakich zrodziła się wolna Rzeczpospolita, starajmy się dalej urządzać nasz ojczysty dom po Bożemu. Jesteśmy to winni naszym rodakom prześladowanym przez komunizm; nie zniechęcajmy się, nie poddajmy  zmęczeniu, nie upadajmy na duchu!” – apelował metropolita katowicki.

Na zakończenie przytoczył słowa bł. Jana Pawła II wypowiedziane w Krakowie podczas jego pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w których Papież-Polak wzywał: „Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara!”. „Bądźmy mocni i dajmy świadectwo” – powiedział na koniec metropolita katowicki.

Przed Mszą św. wizytę metropolicie katowickiemu abp Wiktorowi Skworcowi złożył Prezydent RP Bronisław Komorowski. W czasie rozmowy poruszone zostały zarówno kwestie związane z historią, jak i aktualne problemy życia społecznego w Polsce.



Płk Pawlikowski: BOR nie ochroniło prezydenta RP

19 06 2011

Szef Biura Ochrony Rządu w latach 2006 - 2007 płk Andrzej Pawlikowski nie kryje swego zdziwienia, iż szef BOR Mariusz Janicki oraz jego zastępca Paweł Bielawny otrzymali nominacje na kolejne stopnie generalskie. W piątkowym “Naszym Dzienniku” pułkownik mówi: “BOR pod kierownictwem pana Janickiego i pana Bielawnego nie zrealizowało celu, dla którego formacja ta została powołana - nie ochroniło prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”.
Gen. Janicki próbował uwiarygodniać tezę o winie gen. Andrzeja Błasika, który jakoby miał wywierać presję na pilotów. Płk Pawlikowski ocenia to tak: “By uciec od własnej odpowiedzialności, najlepiej obciążyć nią osoby, które nie są już w stanie same się bronić”.
Rozmówca przypomina też, iż gen. Janicki został powołany na stanowisko szefa BOR niezgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi. By pełnić tę funkcję, a tym bardziej zostać generałem, trzeba mieć co najmniej wykształcenie wyższe i legitymować się tytułem magistra. W dniu powołania Janicki nie spełniał tych warunków. Należałoby teraz sprawdzić, czy w ostatnim czasie uzupełnił braki w wykształceniu.
Na konferencji prasowej poseł Antoni Macierewicz zwrócił uwagę, że o nominacje generalskie dla szefów BOR wnioskował Jerzy Miller, który kieruje komisją badającą przyczyny katastrofy smoleńskiej. Przecież nie zakończyły się jeszcze postępowania prokuratury oraz NIK w sprawie wypadku Tu-154M - mówi poseł PiS. - Wygląda na to, że wspomniane postępowania zostaną wyeliminowane, a sprawa odpowiedzialności BOR ukręcona.
Antoni Macierewicz potwierdza, że “funkcjonariusze BOR nie oglądali lotniska w Smoleńsku, nie sprawdzili, kto będzie kontrolerem lotu i jakie ma on do tego kwalifikacje. 10 kwietnia 2010r. funkcjonariusze BOR nie mieli tez żadnej wiedzy dotyczącej ewentualnych lotnisk zapasowych. Ponadto tego dnia żaden funkcjonariusz BOR nie oczekiwał na samolot, którym leciał Lech Kaczyński”.
Szef zespołu d/s badania przyczyn katastrofy smoleńskiej w celu przypomnienia zakresu obowiązków Biura Ochrony Rządu przywołał art. 2 ustawy o BOR oraz fragmenty instrukcji lotów HEAD. Nie ma wątpliwości - podkreśla Antoni Macierewicz - że za ochronę statku powietrznego oraz lotniska, na którym lądowano, odpowiedzialność ponosi BOR, a więc Marian Janicki, a także jego zwierzchnik minister Jerzy Miller.

Źródło: Niepoprawni.pl








statystyka